2016-07-30

Trochę wspomnień z początków informatyki w Polsce

'greniewski 1.jpg'
Marek J. Greniewski

Wspomina prof. Marek Greniewski, prawie od początku zaangażowany w pionierskie prace w Grupie Aparatów Matematycznych i później. Opracowanie powstało w 1998 r, było drukowane w czasopiśmie Infoman wychodzącym w Bydgoszczy, a w 2006 w formie reprintu wydaliśmy w materiałach konferencyjnych PTI Szczyrk.

Relacja z wizyty w Penzie jest przepyszna:

Na przełomie lat 1960 i 1961 zapadła decyzja zakupu komputera URAL 2 dla potrzeb Pol­skiej Akademii Nauk. Wraz z prof. Marczyńskim i prof. Warmusem odbyłem wizytę u producenta w Penzie. W toku tej podróży przedstawiciel MASZPRIBORTORGU, który nam towarzyszył, a byt - jak sam twierdził - zapalonym czytelni­kiem powieści Sienkiewicza (w języku polskim!), zapytał mnie, gdzie leży sławne polskie miasto Wilno. Niemal szok spowodowała informacja, że Wilno to litewski Vilnius.

Latem 1961 roku w ramach zakupu komputera URAL 2 odbyłem praktykę w Penzie. W tym okresie Penza zabudowana była głównie drewnianymi budynkami. W toku mojego pobytu, miał miejsce zabawy incydent z delegacją NRD, która przyjechała zwiedzać zakład produkujący komputery URAL. W trakcie kolacji, wydanej na część NRD-owskiej delegacji w jednym wówczas hotelu w Penzie, przewodniczący delegacji siwy czterdziestolatek, mówiący nieźle po rosyjsku, po wypiciu kilku toastów (w tym na cześć przyjaźni radziecko - NRD-owskiej) głośno powiedział, że w 1942 roku, kiedy dowodził pod Stalingradem eskadrą Ju-87, nie miał pojęcia, że na bezpo­średnim zapleczu frontu istnieje miasto prze­mysłowe Penza, które prawdopodobnie było źródłem zaopatrzenia jednostek broniących Sta­lingradu. Gdyby wówczas to wiedział - stwierdził następnie - „z tego drewnianego miasta nic by nie zostało". Następnego dnia rano delegacji „przyjaciół z bratniego NRD" już w hotelu nie było.

Przypis red.: około 2008 r miałem okazję rozmawiać z prof. Janem Golińskim - zaśmiewał się do rozpuku z tej relacji mówiącmi, że był tam 2-3 lata później i nic się nie zmieniło. Bywalcy opowiadali, że zakład był solidnie ogrodzony - z trzech stron, od tyłu płynęła rzeczka, nie było żadnego płotu i każdy mógł wejść na teren zakładu bez problemu.  [JN 30.07.2016]

 

Zobacz także

W serwisie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej informacji w polityce prywatności.

×