2016-07-28

Profesor Józef Hurwic nie żyje

'z20461005Q,Jozef-Hurwic-w-roku-1960.jpg'
Prof. Józef Hurwic (wg Wikipedia)

27 lipca zmarł w Paryzu Prof. Józef Hurwic w wieku 105 lat.  Wyjechał z Polski w 1968 r po znanych tzw wydarzeniach marcowych 1968. Świetnie to wyjaśnia w wywiadzie dla Postępów Fizyki z 1991 r. Długoletni redaktor naczelny legendarnych Problemów. Przypomnę, że długo szukalismy kto ukrywa się w redakcji pod pseudonimem Vidimus. Szereg osób twierdziło, iż to sam prof. J. Hurwic, a on sam najlepiej to wyjaśnił  w artykule dla czasopisma Analecta wymieniając wprost Tadeusza Unkiewicza. Dla uczczenia Jego pamięci zamieszczamy dwa teksty, znalezione w sieci.

...Już w 1956 r. nakład .Problemów" przekroczył 100 tysięcy egzemplarzy, by w okresie swego największego powodzenia osiągnąć 130 tysięcy. Było to więcej (w liczbach bezwzględnych) niż drukowały wtedy pokrewne pisma rosyjskie „Nauka i Żyzń" czy „Znanije - Siła" lub amerykański „Scientific American" (dzisiaj nakład tego miesięcznika jest wielokrotnie wyższy). By w pełni ocenić sukces „Problemów", należy zestawić liczbę ludności Polski z liczbą mieszkańców ZSRR i Stanów Zjednoczonych oraz zasięg języka rosyjskiego, a zwłaszcza angielskiego, poza granicami odpowiednich krajów....

 

...Miałem rownież zamiar wrocić do działalności naukowej i nawiązałem kontakt z prof. Tadeuszem Malarskim, ktory zaproponował mi asystenturę na Politechnice Lwowskiej. Miałem to stanowisko objąć w roku akademickim 1941/42. Tego roku akademickiego już nie było. Wobec tego moje zamiary kontynuowania pracy badawczej we Lwowie upadły. Zbliżali się Niemcy, więc oczywiście musiałem uciekać dalej na wschod. Ewakuowałem się do Kijowa. Zgłosiłem się jako ochotnik do wojska radzieckiego, żeby walczyć z Niemcami. Nie chciano mnie przyjąć. W końcu jednak znalazłem się w pewnym batalionie sformowanym przez jakiegoś "komandira" (dowodcę), ktory miał nas doprowadzić do pewnej jednostki wojskowej. Kilka miesięcy tułaliśmy się w ciężkich warunkach po Ukrainie, zanim dotarliśmy do owej jednostki. Skierowano nas do obrony Dniepru. Czy umiemy strzelać, nikt nas się nie pytal. Niemcy zbliżyli się do drugiego brzegu Dniepru. Skromny zapas nabojow szybko wystrzelaliśmy. Niemcy mieli nabojow pod dostatkiem i wystrzelali nasz batalion. Z batalionu, ktory liczył ok. 1000 osob, zostalo 8 - jestem jedną z nicll. Wkrotce wycofano nas z frontu i polączono ze szczątkami innych tego rodzaju batalionow. Zdemobilizowano nas jako tzw. zapadnikow, tj. ludzi z zachodu, a więc nie godnych zaufania. Utworzono z nas "stroitielnyj batalion" (batalion

budowlany, batalion pracy). Przemaszerowaliśmy, w straszliwych warunkach, nad Wolgę. Budowano tam zbiorniki na ropę naftową, w zimnie, w mokrości; brnęło się po kolana w błocie. Wreszcie jakiś inżynier zrobił ze mnie ziemlemiera, czyli mierniczego - geodetę. Ręce przymarzaly do teodolitu podczas pomiarow. Pracowaliśmy tam razem z więźniami kryminalnymi. Potem przeniesiono nas na Ural. Wydawalo mi się, że tam już będzie nasz koniec. Temperatura dochodzila do -40 0 C. Tymczasem tam  odetchnąłem. Gdy dowiedziano się, że mam wyższe wykształcenie techniczne, mianowano mnie inżynierem; pracowałem w wielkich zakladach przemysłowych. Bylem piątym kołem u wozu, ale mialem warunki stosunkowo korzystne. Przydala mi się pewna znajomość maszynoznawstwa chemicznego, ktore traktowałem w czasie studiow raczej lekceważąco. Po pewnym czasie, gdy utworzono Związek Patriotow Polskicll w ZSRR, mianowano mnie przewodniczącym oddziału w Swierdłowsku. Nie miałem żadnycll ambicji politycznych, więc starałem się szybko z tego wycofać. ....

Pobierz pliki

W serwisie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej informacji w polityce prywatności.

×